Oceń artykuł
Średnia ocena 5 / 5. Liczba głosów: 3
2026-08-20
„Ponieważ w naszym społeczeństwie nie istnieją już prawie żadne rytuały, które pomogłyby nam przejść od psychologii Chłopca do psychologii Mężczyzny, każdy z nas musi samodzielnie - z pomocą i wsparciem innych - dotrzeć do głębokich źródeł męskiej energii, które drzemią w każdym z nas."
Robert Moore, Douglas Gillette, Król, Wojownik, Kochanek, Mag
Są takie momenty, w których Bóg, Stwórca, siła wyższa - jakkolwiek to nazywasz - przychodzi i mówi: już czas.
W tym roku usłyszałem to trzy razy. Od trzech różnych mężczyzn, w trzech różnych rozmowach, które nie miały ze sobą nic wspólnego.
„Łukasz, w tym roku odbędą się Męskie Rytuały Przejścia. MROP. Musisz tam być."
Za pierwszym razem zostawiłem temat. Za drugim też. Dopiero kiedy odwiedziłem mojego serdecznego kolegę Romka i usłyszałem to samo zdanie po raz trzeci, coś we mnie się poruszyło.
Żyję na tej ziemi czterdzieści cztery lata i nauczyłem się jednego. Sygnały są subtelne. Nie przychodzą jako grom z jasnego nieba. Przychodzą przez ludzi, obrazy, sny, zbiegi okoliczności, które przestają być zbiegami okoliczności, kiedy nagle wszystko układa się w jedną całość. Puzzle, które tworzą pełen obraz.
Nie sprawdzałem, czym jest MROP. Nie czytałem opisów, nie oglądałem filmów, nie pytałem, co się tam dzieje. Po prostu się zapisałem i pojechałem.
Nie rozumiałem. Ale czułem całym sobą, że już czas.
Pojechałem pod Warszawę z jednym słowem w głowie: inicjacja.

Być może z zewnątrz prowadzisz poukładane życie. Masz obowiązki, pracę, rutynę dnia, partnerkę, dzieci. A wewnętrznie czujesz, że to wszystko jest pofragmentowane. Jakby każdy element Twojego świata był osobnym bytem, który przy najmniejszym zachwianiu równowagi ociera się o pozostałe. Trą o siebie. I to tarcie boli. Czasem bardzo.
Ten ból ma swoje głębsze źródło.
To nie jest denerwujący szef. To nie jest praca, która dawno przestała mieć sens poza przelewem, dającym Ci ułudę bezpieczeństwa. To nie jest żona, która po raz kolejny potrzebuje Twojego wsparcia i uwagi, kiedy Ty masz już dość bycia wiecznie na posterunku. To nie są dzieci, które ciągle czegoś od Ciebie chcą.
To Twoja rana. Iskrząca się przez lata.
Ktoś Ci ją zadał. Powiedział, że jesteś problematycznym dzieckiem. Że nic dobrego z Ciebie nie wyrośnie. Że nie można na Ciebie liczyć. Że jesteś jeszcze gorszy niż ojciec.
Albo nikt nigdy nic nie powiedział. Być może przez całe życie czułeś pustkę, osamotnienie i to jedno cholerne przekonanie: że jesteś za mało wystarczający, żeby Cię pokochali rodzice, takim jakim jesteś.
Carl Jung: dopóki nie uświadomisz sobie tego, co nieświadome, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz to nazywał przeznaczeniem.
Tę ranę można próbować leczyć. Wiedzą. Kolejnym dyplomem. Siłownią. Pieniędzmi. Smarować alkoholem. Przykrywać zdjęciami na Instagramie, które mają pokazać, jaki jesteś szczęśliwy i wartościowy. Kolejnymi kobietami, które mają potwierdzić to, czemu Twoja rana zaprzecza codziennie od trzydziestu lat.
Żadna z tych rzeczy nie działa. Działają tylko na chwilę. I dlatego z czasem potrzebujesz ich coraz więcej i coraz mocniej.
Przez kilka dni byłem odcięty.
Bez telefonu, bez zegarka, bez niczego, co miałoby jakikolwiek związek ze światem na zewnątrz.

Najpierw doświadczyłem siebie.
Na końcu doświadczyłem śmierci.
Śmierci symbolicznej. Duchowej. Bo ona jest istotą każdego rytuału inicjacyjnego. Nie ma inicjacji bez umierania. To nie jest metafora dodana dla efektu, to jest cały fundament transformacji.
Przejście od bycia chłopcem i myślenia jak chłopiec w ciele dorosłego mężczyzny - do mężczyzny, który żyje jak mężczyzna.
To proces, w którym moje ego, ego chłopca, musiało odejść, umrzeć. I nie mogłem tego zrobić sam. Potrzebowałem do tego innych mężczyzn, którzy przy tym byli.
Jest taka zasada, którą tam usłyszałem: mężczyźni zmieniają mężczyzn siłą większą niż oni sami.
Długo myślałem, że dojrzewanie to praca w pojedynkę. Że mam to sobie ogarnąć, przemyśleć, przepracować. Sam.
Nie da się. Krąg mężczyzn udźwignie to, czego nie udźwignie nikt inny. Gniew, wstyd, mrok, którym nie podzielisz się z żoną, bo się przestraszy, i nie podzielisz się z dziećmi, bo nie powinni tego słuchać. Tam możesz to wnieść. Swoją, często pierwszy raz nazwaną prawdę.
I nikt nie odwróci wzroku.
A kiedy zobaczysz kilkunastu mężczyzn mówiących o tym samym bólu bez udawania, dzieje się coś dziwnego. Tracisz poczucie wyjątkowości swojego zranienia. I razem z nim znika samotność.
Stare sposoby bycia, działania, myślenia i odczuwania muszą umrzeć, żeby narodziła się nowa męska osobowość. Taka, którą charakteryzuje odwaga, czułość, dzikość, autentyczność, jasność widzenia i mądrość. Całe życie za nią tęskniłem, szukałem jej, czułem, że czegoś brakuje w mojej osobistej kompozycji.
Tu, podczas inicjacji - w końcu ją odnalazłem.
Bo konfrontuje Cię z tym wszystkim, co ukryłeś i przez całe życie udawałeś, że nie istnieje.
To, że od dawna tam nie zaglądałeś, nie znaczy, że tego tam nie ma. Ból. Upokorzenie. Wstyd. Strach. Niespełnione marzenia. Złamane obietnice. Niedotrzymane przysięgi.
To wszystko tam jest. Było i jest. I przez całe życie pukało do Twoich drzwi w każdej decyzji, którą podejmowałeś. W każdym „nie chcę o tym rozmawiać". W każdej decyzji, gdy otwierasz butelkę. W każdym wyjściu z domu, kiedy zrobiło się za blisko, za duszno. W każdym „ja im pokażę". W każdym - jestem niewystarczający.
To jedna z najmocniejszych rzeczy, jakie tam usłyszałem. Richard Rohr, którego pracę kontynuuje Illuman, powiedział to bez znieczulenia: jeśli nie przekształcisz swojego bólu, będziesz go przekazywał dalej.
Twoim dzieciom. Twojej żonie. Ludziom, którzy nie mają z Twoją raną nic wspólnego.
Nie dlatego, że jesteś złym człowiekiem. Dlatego, że ból, którego nie przeżyłeś, musi gdzieś wyjść. I wychodzi przez tych, którzy są najbliżej.
Dlatego tak trudno odważyć się i w końcu tam zajrzeć. Wejść w tę ranę w ogniu rytuału i ceremonii, spotkać się tam ze sobą. W towarzystwie innych mężczyzn.
Cały proces jest jednocześnie bardzo intymny i bardzo kolektywny. To nieustanny taniec pomiędzy niebem a piekłem. Wędrówka w głąb siebie, w naturze, w ogniu, w bliskości i odosobnieniu, w rytmie bębnów i oddechu, która kończy się w bezpiecznych ramionach mężczyzn, którzy pierwszego dnia byli dla Ciebie obcy, a ostatniego są Twoimi braćmi. I ta więź jest prawdziwa.
Współczesność nie oferuje mężczyznom żadnego przejścia między psychologią chłopca a psychologią mężczyzny.
Zamiast rytuału dostajemy listę do ogarnięcia. Wykształcenie. Kobieta obok. Dzieci. Dom. Auto. Wakacje. Drzewo zasadzone w ogrodzie. Odhaczasz i podobno jesteś na mecie.
Sam się na tę słodką bajkę nabrałem. Nabrało się na nią wielu mężczyzn, z którymi dziś pracuję.
Nie mamy starszyzny.
Nie ma mężczyzn, którzy przeszli swoje i wracają, żeby pokazać drogę młodszym. Kiedyś to było wpisane w kulturę. Dziś chłopak, który szuka, znajduje w internecie albo sprzedawcę kursu, albo faceta krzyczącego o dominacji.
I dlatego tak łatwo pójść w to, co pod ręką. W ekran. W kolejny zakup. W przemoc rozumianą jako siłę.
Mężczyzna, który nie przeszedł inicjacji, nie umie obchodzić się ze swoją siłą. Albo się jej boi i ucieka od odpowiedzialności. Albo robi z niej narzędzie do brania tego, czego chce.
Trzeciej opcji nikt mu nie pokazał.

Bo można mieć wszystkie te przymioty i nadal być wewnętrznie chłopcem w ciele dorosłego mężczyzny. Czuć, że czegoś cały czas brakuje. Nadal szukać drogi do dojrzałości. Tyle że w pojedynkę i bez mądrych przewodników to jest gra w ciuciubabkę, którą nazywasz życiem.
Najtrudniejsze jest zatrzymanie się. Zdjęcie opaski z oczu i przyznanie, że od lat szukam po omacku. Tylko do końca nie wiesz czego.
Inicjacja odpowie na Twoje pytania.

fot. Kuba
Bóg, Stwórca, siła wyższa nie przyśle Ci maila. Nie dostaniesz zaproszenia na Facebooku.
Przyśle Ci posłańców. A Twoją rolą jest odczytać posłanie.
Ja dziękuję za to zaproszenie.
W swoim życiu doświadczyłem wielu momentów narodzin. Rodziły się moje dzieci. Rodziła się decyzja, żeby przestać pić i brać. Rodziła się decyzja, żeby żyć inaczej. To był początek tej drogi.
Inicjacja pozwoliła mi doświadczyć głębi siebie na tyle wyraźnie, żeby mieć odwagę i podjąć decyzję. Żeby umrzeć. Żeby umarło wszystko, co miało umrzeć, zanim narodzi się nowy - silny, zintegrowany i świadomy mężczyzna - Łukasz.
To było jedno z najgłębszych i najtrudniejszych doświadczeń w moim życiu. Głęboko transformujące. Dało mi nową optykę i azymut na drugą połowę życia.
Odpowiedziało na wiele pytań, które do tej pory odpowiedzi nie miały.
I dało spokój.
Bo w swojej wewnętrznej ranie znalazłem siłę i źródło do tego, żeby każdego dnia dawać świadectwo, że warto być mężczyzną.
Dziękuję wszystkim, którzy stanęli na mojej drodze, żeby zaprosić mnie na to wydarzenie.
Dziękuję wszystkim, którzy byli częścią tego doświadczenia.

Proces prowadzili Jim Taylor i Steve Conroy, od lat związani z amerykańską organizacją Illuman, kontynuującą pracę ojca Richarda Rohra nad męską duchowością.
Dziękuję Fundacji Pogłębiarka za przygotowanie tego doświadczenia.
Sprawczość rodzi się z odwagi bycia autentycznym. Aho.
ps. zdjęcie: Kuba Foto